Ekwiwalent reklamowy (AVE): co to jest i dlaczego nie warto nim oceniać kampanii z twórcami

Krótka odpowiedź
Ekwiwalent reklamowy (AVE) to kwota, jaką marka zapłaciłaby za płatną reklamę o podobnym zasięgu lub powierzchni co publikacja zdobyta bez zakupu mediów. Mierzy hipotetyczny koszt, a nie efekt, dlatego AMEC odradza jego używanie. Kampanie z twórcami oceniaj zasięgiem w grupie docelowej, zaangażowaniem, kliknięciami, kodami, sprzedażą i kosztem pozyskania klienta — najłatwiej, gdy cel i statystyki zapiszesz w zleceniu, np. na Blogger Bank.
Ekwiwalent reklamowy (AVE, ang. Advertising Value Equivalency) to kwota, którą marka musiałaby zapłacić za płatną reklamę o podobnej powierzchni, czasie antenowym albo zasięgu, jaki dała jej publikacja niepłatna lub zdobyta inaczej niż przez zakup mediów. W kampaniach z twórcami AVE odpowiada na pytanie „ile kosztowałyby te wyświetlenia, gdybyśmy kupili je w reklamach”. Nie odpowiada natomiast na pytanie, które naprawdę interesuje markę: czy kampania coś zmieniła — w świadomości, ruchu na stronie albo sprzedaży.
Dlatego AVE możesz pokazać jako ciekawostkę, ale nie powinien być główną miarą sukcesu kampanii influencer marketingowej. Zamiast niego oceniaj kampanię tym, co da się zmierzyć i powiązać z celem: zasięgiem w grupie docelowej, zaangażowaniem, kliknięciami, użyciami kodów rabatowych, sprzedażą i kosztem pozyskania klienta. Najłatwiej mierzyć to wtedy, gdy od początku współpracy masz jasne zlecenie, uzgodnione formaty i statystyki od twórcy w jednym miejscu — na przykład prowadząc kampanię przez Blogger Bank.
Skąd wziął się ekwiwalent reklamowy
AVE wyrósł z public relations. Przez lata działy PR potrzebowały sposobu, żeby pokazać zarządowi wartość artykułów prasowych i materiałów w telewizji, za które firma nie zapłaciła. Najprostsze wyjaśnienie brzmiało: „ten artykuł zajął pół strony, a pół strony reklamy w tym tytule kosztuje tyle i tyle”. Z czasem tę samą logikę przeniesiono do internetu, a potem do mediów społecznościowych i influencer marketingu.
W świecie twórców AVE pojawia się najczęściej w raportach agencji i w narzędziach do monitoringu. Klient widzi jedną dużą kwotę, łatwą do wklejenia w prezentację. Właśnie ta prostota sprawia, że wskaźnik wciąż jest popularny, mimo że branża pomiarowa od lat odradza jego używanie.
Jak liczy się AVE — w słowach, bez formuł
Idea jest zawsze ta sama: bierzesz to, co kampania „dostała” (miejsce, czas, wyświetlenia), i wyceniasz po cenniku płatnej reklamy. W praktyce stosuje się kilka wariantów:
- Wariant powierzchniowy — typowy dla prasy. Mierzy się, ile miejsca zajął materiał, i mnoży przez cenę reklamy o takim samym rozmiarze w tym samym medium.
- Wariant zasięgowy — typowy dla internetu i social mediów. Liczbę wyświetleń publikacji twórcy przelicza się po średniej cenie za tysiąc wyświetleń reklamy (czyli CPM) na danej platformie.
- Wariant z mnożnikiem — do wyniku dolicza się dodatkowy współczynnik, uzasadniany tym, że rekomendacja twórcy jest bardziej wiarygodna niż baner. Ten mnożnik zwykle nie ma żadnego źródła poza umową między agencją a klientem.
Każdy z tych wariantów wymaga założeń: jaki cennik przyjąć, czy liczyć wyświetlenia czy zasięg unikalny, czy brać pod uwagę relacje, które znikają po dobie, i czy doliczać mnożnik. Dwie agencje mogą policzyć AVE tej samej kampanii i dostać zupełnie różne kwoty. To pierwszy sygnał, że wskaźnik mówi więcej o metodzie niż o kampanii.
Dlaczego branża krytykuje AVE
Najmocniejszy głos należy do AMEC, międzynarodowego stowarzyszenia zajmującego się pomiarem i ewaluacją komunikacji. AMEC prowadzi kampanię „Say No to AVEs”, która wzywa organizacje PR i komunikacji do całkowitego zrezygnowania z AVE i wszystkich jego pochodnych jako miary. Stowarzyszenie opracowało też zasady barcelońskie (Barcelona Principles) — zestaw zasad pomiaru komunikacji, rozwijany od 2010 roku, który stawia na mierzenie efektów i rezultatów, a nie samej obecności w mediach.
Główne zarzuty wobec AVE, w odniesieniu do kampanii z twórcami:
- Mierzy koszt, nie efekt. AVE mówi, ile coś by kosztowało, a nie co przyniosło. Wysoki ekwiwalent nie oznacza ani jednego nowego klienta.
- Nie widzi jakości kontaktu. Film twórcy, w którym produkt jest krytykowany, może mieć ten sam AVE co entuzjastyczna recenzja, bo wyświetleń jest tyle samo.
- Nie widzi dopasowania odbiorców. Milion wyświetleń wśród osób spoza grupy docelowej daje wysoki ekwiwalent i znikomą wartość dla marki.
- Porównuje nieporównywalne. Publikacja twórcy to treść, którą odbiorcy wybrali sami, często z wyraźnie oznaczoną współpracą. Reklama płatna to inny kontakt i inna uwaga. Przeliczanie jednego na drugie po cenniku jest umowne.
- Łatwo go zawyżyć. Wybór droższego cennika albo dorzucenie mnożnika natychmiast poprawia wynik, choć w kampanii nic się nie zmieniło.
- Nie pomaga podjąć decyzji. Na podstawie AVE trudno stwierdzić, którego twórcę zaprosić ponownie, jaki format zadziałał i co zmienić w kolejnej odsłonie.
Kiedy AVE bywa jeszcze używany i jak go wtedy przedstawić
Zdarza się, że klient albo zarząd wprost prosi o ekwiwalent reklamowy, bo tak raportowano w firmie od lat. Nie musisz wtedy odmawiać, ale warto zadbać o uczciwą prezentację:
- podaj AVE w osobnej, wyraźnie opisanej sekcji, nigdy jako główny wynik kampanii;
- napisz wprost, jaki cennik i jaką metodę przyjęto, oraz że nie stosowano mnożników;
- obok AVE pokaż wskaźniki efektu: kliknięcia, kody, sprzedaż, koszt pozyskania;
- dodaj jedno zdanie wyjaśnienia, że AVE opisuje hipotetyczny koszt zakupu mediów, a nie wartość biznesową kampanii.
Z czasem możesz przenosić rozmowę z klientem na miary, które naprawdę pokazują wynik. Zwykle wystarczy jedna kampania, w której zestawisz oba podejścia obok siebie.
Czym zastąpić ekwiwalent reklamowy: lepsze miary kampanii z twórcami
Zasada jest prosta: najpierw cel, potem wskaźnik. Inaczej ocenisz kampanię budującą rozpoznawalność, a inaczej taką, która ma sprzedawać. Poniżej miary, które warto zbierać, od najwyższego poziomu lejka do najniższego.
Zasięg i wyświetlenia w grupie docelowej
Zasięg mówi, ile unikalnych osób zobaczyło publikację, a wyświetlenia — ile razy ją wyświetlono. To miara świadomości, ale tylko wtedy, gdy wiesz, kim są ci odbiorcy. Poproś twórcę o zrzuty ekranu ze statystyk z danymi demograficznymi: kraj, miasto, wiek, płeć. Zasięg wśród właścicieli psów jest wart dużo więcej dla marki karmy niż ten sam zasięg wśród przypadkowych osób — dlatego dla takiej marki lepiej szukać twórców z kategorii zwierzęta niż kierować się samą liczbą obserwujących.
Zaangażowanie
Engagement rate pokazuje, jaka część odbiorców zareagowała: polubiła, skomentowała, zapisała albo udostępniła treść. Zapisy i udostępnienia zwykle mówią więcej niż polubienia, bo wymagają świadomej decyzji. Warto też przeczytać komentarze. Pytania o cenę, dostępność czy rozmiar to sygnał zainteresowania zakupem, którego nie pokaże żaden ekwiwalent.
Kliknięcia i ruch na stronie
Każdy twórca powinien dostać własny link z parametrami UTM. Dzięki temu w analityce zobaczysz, ile osób przyszło od konkretnej publikacji, ile czasu spędziło na stronie i co tam zrobiło. Przy relacjach z linkiem przydaje się też CTR, czyli odsetek osób, które kliknęły po obejrzeniu. W kategoriach, w których decyzja zakupowa jest przemyślana — jak technologie czy motoryzacja — ruch i czas na stronie bywają ważniejsze niż natychmiastowa sprzedaż.
Kody rabatowe
Indywidualny kod dla każdego twórcy to najprostszy sposób przypisania sprzedaży. Działa także wtedy, gdy odbiorca nie kliknął w link, tylko wpisał adres sklepu ręcznie albo kupił kilka dni później. Pamiętaj, że kody bywają udostępniane w serwisach z promocjami, więc część zamówień z kodem nie pochodzi od widzów twórcy. Wartość kodów przyda się zwłaszcza w kategoriach z szybkim zakupem, jak jedzenie czy produkty do domu.
Sprzedaż, konwersja i koszt pozyskania klienta
Z kliknięć i kodów wyliczysz liczbę zamówień i ich wartość, a z nich konwersję. Kluczowa miara dla kampanii sprzedażowych to koszt pozyskania klienta (CPA): wszystkie koszty współpracy z twórcą — wynagrodzenie, wartość produktu wysłanego do testów, koszt przygotowania — podzielone przez liczbę pozyskanych klientów lub zamówień. CPA możesz porównać z kosztem pozyskania w innych kanałach, czego AVE nie umożliwia.
ROI
Na końcu łańcucha jest ROI, czyli porównanie zysku z kampanii z jej kosztem. Licząc zwrot, bierz pod uwagę marżę, a nie sam przychód, oraz pamiętaj o efektach, które przychodzą później: powracających klientach i treściach, które możesz dalej wykorzystywać, jeśli masz do nich prawa. Szczegółowy, krok po kroku opis liczenia wyniku znajdziesz w artykule jak zmierzyć wynik kampanii z twórcą.
Jak dobrać miary do celu kampanii
- Rozpoznawalność marki — zasięg w grupie docelowej, wyświetlenia, zapamiętanie marki sprawdzone krótką ankietą, wzrost wyszukiwań nazwy marki.
- Zaangażowanie i społeczność — engagement rate, zapisy, udostępnienia, treść komentarzy, przyrost obserwujących profilu marki.
- Ruch i rozważanie zakupu — kliknięcia z linków UTM, CTR, czas na stronie, dodania do koszyka.
- Sprzedaż — zamówienia z kodów i linków, konwersja, CPA, ROI.
- Treści do dalszego wykorzystania — liczba materiałów z prawami do użycia w reklamach i ich wyniki w kampaniach płatnych.
Jedna kampania może mieć kilka celów, ale warto wybrać jeden główny i dwa, trzy wskaźniki pomocnicze. Raport z dwudziestoma równorzędnymi liczbami jest równie mało użyteczny jak raport z samym ekwiwalentem reklamowym, bo nie mówi, co było najważniejsze i czy to osiągnięto.
Cel i miary zapisz w zleceniu jeszcze przed rozpoczęciem współpracy. Wtedy twórca wie, jakie statystyki ma przekazać, a ty nie musisz ich później dopraszać.
Jak pokazać wynik klientowi bez AVE
Dobry raport zaczyna się od celu, potem pokazuje wskaźniki dopasowane do tego celu, a na końcu wnioski: które publikacje i którzy twórcy zadziałali najlepiej i co zmienić w kolejnej kampanii. Zestawienie wyników z każdym twórcą osobno pomaga zdecydować, z kim kontynuować współpracę. Gotową strukturę takiego dokumentu opisujemy w artykule raport z kampanii influencer dla klienta — szablon.
Jeśli klient przyzwyczaił się do jednej dużej kwoty, zaproponuj zamiast niej jedną liczbę, która ma sens biznesowy: łączną sprzedaż przypisaną do kampanii albo koszt pozyskania klienta w porównaniu z innymi kanałami. To równie łatwe do zapamiętania, a uczciwie pokazuje wynik.
Jak Blogger Bank rozwiązuje problem oceny kampanii z twórcami
Żeby nie ratować raportu ekwiwalentem reklamowym, potrzebujesz porządku od pierwszego dnia współpracy. Na Blogger Bank:
- Zamiast ogólnych ustaleń w mailach — opisujesz w zleceniu cel, formaty i to, jakie statystyki chcesz dostać, więc twórcy zgłaszają się, znając oczekiwania.
- Zamiast wyboru po liczbie obserwujących — przeglądasz twórców, którzy sami zgłosili się do zlecenia, i wybierasz tych, których odbiorcy pasują do twojej grupy docelowej.
- Zamiast negocjowania każdej umowy osobno — umowa z wybranym twórcą otwiera się automatycznie na warunkach ze zlecenia.
- Zamiast szukania materiałów i statystyk po komunikatorach — rozmowa, akceptacja materiału i płatność są w jednym miejscu, więc łatwo zebrać dane do raportu i ocenić każdą współpracę.
Przejrzyj katalog influencerów, a potem załóż konto marki i opublikuj zlecenie, w którym od razu zapiszesz, jak będziesz mierzyć wynik.
Najczęstsze pytania
Co to jest ekwiwalent reklamowy (AVE)?
Ekwiwalent reklamowy to kwota, którą marka zapłaciłaby za płatną reklamę o podobnej powierzchni, czasie antenowym lub zasięgu, jaki dała jej publikacja niekupiona w mediach, na przykład artykuł prasowy albo materiał twórcy.
Jak oblicza się ekwiwalent reklamowy?
Bierze się to, co uzyskała publikacja, czyli miejsce, czas lub wyświetlenia, i wycenia według cennika płatnej reklamy w tym samym medium. W social mediach zwykle przelicza się wyświetlenia po średniej cenie za tysiąc wyświetleń reklamy.
Dlaczego AVE nie jest dobrą miarą kampanii z twórcami?
AVE mierzy hipotetyczny koszt zakupu mediów, a nie efekt. Nie uwzględnia dopasowania odbiorców, wydźwięku treści ani sprzedaży, łatwo go zawyżyć wyborem cennika lub mnożnikiem, a dwie metody dają dla tej samej kampanii różne wyniki.
Co AMEC mówi o ekwiwalencie reklamowym?
AMEC, międzynarodowe stowarzyszenie zajmujące się pomiarem komunikacji, prowadzi kampanię Say No to AVEs i wzywa do całkowitej rezygnacji z AVE oraz jego pochodnych. Jego zasady barcelońskie stawiają na mierzenie efektów, a nie samej obecności w mediach.
Czym zastąpić AVE w raporcie z kampanii influencer?
Wskaźnikami dopasowanymi do celu: zasięgiem w grupie docelowej, engagement rate, kliknięciami z linków UTM, użyciami indywidualnych kodów rabatowych, liczbą zamówień, konwersją, kosztem pozyskania klienta i ROI liczonym na marży, a nie na samym przychodzie.
Czy można w ogóle pokazywać AVE klientowi?
Można, jeśli klient o to prosi, ale w osobnej sekcji i z opisem metody oraz cennika, bez mnożników. Obok zawsze pokaż kliknięcia, kody, sprzedaż i koszt pozyskania, wyjaśniając, że AVE nie opisuje wartości biznesowej kampanii.
Jak policzyć koszt pozyskania klienta z kampanii z twórcą?
Zsumuj wszystkie koszty współpracy, czyli wynagrodzenie twórcy, wartość wysłanego produktu i koszty przygotowania, a następnie podziel przez liczbę klientów lub zamówień przypisanych do kampanii przez linki UTM i indywidualne kody rabatowe.
Jakie miary wybrać dla kampanii wizerunkowej z twórcami?
Dla kampanii budującej rozpoznawalność liczą się zasięg w grupie docelowej potwierdzony statystykami demograficznymi, wyświetlenia, zapisy i udostępnienia, treść komentarzy, wzrost wyszukiwań nazwy marki oraz zapamiętanie marki sprawdzone krótką ankietą wśród odbiorców.


